
Mały Dominiś ma śmiertelną chorobę❗️Trwa walka o szansę na życie❗️
Cel zbiórki: Terapia genowa, konsultacje zagraniczne, rehabilitacja, sprzęt, przelot i pobyt
Wpłać, wysyłając SMS
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Stała pomoc
43 wspierających co miesiącTu może pojawić się Twoja Stała Pomoc.
Wspieraj co miesiąc- Monikawspiera już 9 miesięcy
- Anonimowy Pomagaczwspiera już 7 miesięcy
- TataAdamwspiera już 6 miesięcy
Cel zbiórki: Terapia genowa, konsultacje zagraniczne, rehabilitacja, sprzęt, przelot i pobyt
Aktualizacje
2,5-latek powinien poznawać życie, a nie o nie walczyć...
To, że szybko dowiedzieliśmy się o chorobie, niestety nie oznacza, że mamy nad nią przewagę. Uświadamia nas ona o tym coraz boleśniej.
DMD nie da się zatrzymać samą rehabilitacją, ale to jedyne, co dzisiaj mamy. Od terapii genowej dla Dominisia oddziela nas wciąż wiele milionów złotych, których nie umiemy zdobyć. Robimy już naprawdę wszystko, a nasze wszystko to wciąż za mało.

Choroba tymczasem postępuje. Synek nie jest już w stanie samodzielnie wejść po schodach, czy na łóżeczko. Ma wykoślawione nóżki, przerośnięte łydki. Coraz częściej wyciąga rączki, żeby go nosić. Ma coraz mniej sił. Kariolog zauważył już odchyły w badaniu EKG.
Nasza codzienność jest trudna. Pracujemy, bo każda złotówka jest ważna, chociaż chcielibyśmy każdą chwilę poświęcić Dominikowi. Nie wiemy, jak dużo czasu będzie nam dane...
Dominik jest rehabilitowany, codziennie robimy ćwiczenia oddechowe, zakładamy ortezy. Cały plan dnia skupia się na ćwiczeniach i próbie zdobycia niewyobrażalnych dla zwykłej rodziny środków, by opłacić leczenie.
Publikujemy mnóstwo postów w sieci, organizujemy kiermasze, zbiórki w kościołach. Teraz organizujemy rajd rowerowy – 10 osób, w tym jedna na wózku inwalidzkim, pokona łącznie 670 km, by nagłośnić zbiórkę naszego synka: KLIK (otwiera nową kartę)
To jednak wciąż za mało. Tylko już nie wiemy, co robić...
Najtrudniejsze dla nas wciąż jest proszenie o pomoc, pokazywanie siebie i naszego synka. Wiemy jednak, że nie ma innego wyjścia. Nie mamy czasu na odpoczynek, na zabawę z dziećmi. Ten najważniejszy czas mija nam bezpowrotnie, bo priorytetem jest zbiórka...Na naszej drodze spotykamy mnóstwo ludzi o wielkich sercach. Niestety, medal zawsze ma dwie strony i chociaż nie rozumiemy tego, mierzymy się także z hejtem, niemiłymi komentarzami, pomówieniami...
Jesteśmy już uzależnieni od telefonów i mediów społecznościowych – bo działamy tam, by pozyskać każdą złotówkę.A mimo wszystko, w tym całym biegu, chyba wypieramy chorobę. Działamy też po to, żeby nie myśleć, bo wciąż nie możemy pogodzić się z diagnozą. Ze śmiertelną chorobą naszego dziecka.

Wszystko, co materialne, straciło dla nas wartość. Doceniamy jeszcze bardziej zdrowie, możliwość bycia razem, odpoczynku, poczucie bezpieczeństwa. Człowiek docenia najważniejsze, dopiero jak to straci.
Nieustannie dziękujemy wszystkim, którzy w tej nieludzkiej walce są z nami i z naszym synkiem. Prosimy wciąż o każde udostępnienie zbiórki, każdą złotówkę, która pozwala nam nie stracić nadziei.
Żaneta i Marcin Graneccy, rodzice DominikaBoimy się bardziej niż kiedykolwiek... Prosimy, pomóż nam❗️
Piszemy te słowa ze ściśniętym sercem. Każde słowo kosztuje nas bardzo wiele, ale nie możemy się poddać. Na zbiórce mamy 20%, a my coraz bardziej boimy się, że nie zdążymy zebrać potrzebnej kwoty. Nie potrafimy opisać, jak wygląda życie, gdy każdego dnia towarzyszy Ci strach o własne dziecko. Gdy zasypiasz z lękiem i budzisz się z tą samą myślą.
Najbardziej przeraża nas jedno... Boimy się, że któregoś dnia Dominiś po prostu się nie obudzi.
To nie jest strach, który mija. On jest z nami każdego dnia. Patrzymy na naszego synka, uśmiechamy się do niego, przytulamy go najmocniej, jak potrafimy, a w środku rozpaczliwie walczymy z myślą, że czas może skończyć się szybciej, niż jesteśmy gotowi to przyjąć.
Dlatego dziś prosimy Was o pomoc z całego serca. Nie dla nas. Dla Dominisia. Dla jego życia. Dla jego przyszłości.
Jeśli możecie, prosimy o choćby najmniejszą wpłatę. Jeśli nie możecie pomóc finansowo, błagamy – udostępnijcie ten apel. Jedno kliknięcie może sprawić, że nasza prośba dotrze do osoby, która odmieni los naszego synka.
Nie chcemy za miesiąc powiedzieć sobie, że zabrakło czasu. Nie chcemy żyć z myślą, że mogliśmy zrobić więcej. Dziękujemy każdemu, kto jest z nami. Każdemu, kto wierzy w Dominisia i daje nam siłę, by walczyć dalej.
Z całego serca...
Rodzice Dominisia
Ratując jedno dziecko, tracimy drugie...
Prawie rok walczymy o życie Dominika. Każda nasza myśl, każdy telefon, każda wiadomość i każda nieprzespana noc mają jeden cel – uratować naszego synka. Dzieje się coś, czego bardzo się baliśmy – zaczynamy tracić Milenkę.
Nie dlatego, że przestaliśmy ją kochać. Nie dlatego, że jest dla nas mniej ważna. Wręcz przeciwnie. Ale doba ma tylko 24 godziny, a choroba Dominika i praca nad zbiórką zabierają nam wszystkie siły.

Milenka już nie prosi o przytulenie. Coraz częściej schodzi nam z drogi. Nie przerywa rozmów. Nie domaga się uwagi. Jakby nauczyła się, że mama i tata są zajęci ratowaniem życia brata.
Tak rodzi się „szklane dziecko” – dziecko zdrowe, które żyje w cieniu chorego rodzeństwa. Tak ciche, grzeczne i niewidoczne, że dorośli zaczynają patrzeć przez nie jak przez szkło.

Pęka nam serce, gdy widzimy, jak nasza córeczka tak bardzo dorosła za wcześnie. Jak wiele emocji chowa w sobie, żeby nie dokładać nam kolejnego ciężaru.
Zbiórka to tak naprawdę praca na cały etat... Jest nam naprawdę ciężko. Dziś prosimy Was nie tylko o pomoc dla Dominika. Prosimy też o zrozumienie. Bo walcząc każdego dnia o jedno dziecko, coraz częściej czujemy, że tracimy drugie. A żadne dziecko nie powinno czuć się niewidzialne.
Marzymy o dniu, gdy na zbiórce pojawi się 100%, gdy w końcu będziemy mogli odetchnąć... Skupić się na naszych dzieciach i dać im tyle uwagi, ile potrzebują. Każda wpłata to dla nas ogromne wsparcie.
Rodzice Dominika i Milenki
Opis zbiórki
Byliśmy szczęśliwą rodziną… Mieliśmy już córeczkę, a gdy na świecie pojawił się Dominiś, czuliśmy, że mamy już wszystko… Nie spodziewaliśmy się, że spotka nas taka tragedia…
Dominiś miał 4 miesiące, kiedy trafił do szpitala z zapaleniem płuc. Próby wątrobowe wyszły podwyższone. Po zaledwie 2 miesiącach synek po raz kolejny zachorował, a wyniki badań zaniepokoiły lekarzy. Skierowano nas do Centrum Zdrowia Dziecka.

Nie miałam już złudzeń… Jestem pielęgniarką, wiedziałam, o czym mogą świadczyć takie wyniki… Zostaliśmy przyjęci na oddział, wykonaliśmy kolejne badania i wtedy neurolog powiedział nam, że najpewniej to dystrofia mięśniowa Duchenne’a.
Badania genetyczne potwierdziły diagnozę. Spodziewaliśmy się takiego wyniku, ale zawsze w człowieku jest ostatni skrawek nadziei… Nie udało się… Nasz synek jest śmiertelnie chory.
DMD odbiera po kolei wszystkie mięśnie. Osłabia nóżki, rączki… Chłopcy w wieku 10 lat siadają na wózek inwalidzki. Później już tylko leżą podłączeni do respiratora i czekają na powolną, bolesną śmierć…

Nie możemy się na to zgodzić. Nie możemy pozwolić, żeby to wszystko spotkało naszego ukochanego synka. Niestety, jedyny ratunek jest poza naszym zasięgiem… Dlatego nie mamy wyjścia – musimy błagać Cię o pomoc.
Będziemy wdzięczni za nawet drobny gest… Za wpłatę, za udostępnienie zbiórki. Musimy zrobić wszystko, by Dominiś mógł mieć szczęśliwe dzieciństwo. By mógł żyć.
Żaneta i Marcin, rodzice
💚 Największe akcje dla DOMINIKA - ZOBACZ (otwiera nową kartę)

➡️ Licytacje dla Dominisia (otwiera nową kartę)
➡️ FB Dominik kontra DMD (otwiera nową kartę)
➡️ TikTok dominik.kontra.dmd (otwiera nową kartę)
➡️ Instagram Dominisia (otwiera nową kartę)

- Wpłata anonimowa20 zł
- Mm50 zł
- Wpłata anonimowa20 zł
- Wpłata anonimowa50 zł
