Wioletta i Józef Markowscy - zdjęcie główne

Płomienie ZNISZCZYŁY mój ukochany dom❗️Pomocy❗️

Cel zbiórki: Pomoc społeczna po pożarze

Organizator zbiórki:
Wioletta i Józef Markowscy, 62 lata
Wołów, dolnośląskie
Pomoc społeczna, oparzenia I i II stopnia
Rozpoczęcie: 27 listopada 2024
Zakończenie: 1 marca 2026
22 341 zł
WesprzyjWsparło 167 osób
Wpłać, wysyłając SMS
Numer telefonu
75365
Treść SMS
0721225
Koszt 6,15 zł brutto (w tym VAT)
HeyahOrangePlayPlusT-mobile

Przekaż mi 1,5% podatku

Numer KRS0000396361
Cel szczegółowy 1,5%0721225 Wioletta
Dostępne metody płatności:
BLIK - logo
Apple Pay - logo
Google Pay - logo
Mastercard - logo
Visa - logo
Regularne wsparcie daje Wiolettcie poczucie bezpieczeństwa i pomoc w trudnej sytuacji, także po zakończeniu zbiórki.

Cel zbiórki: Pomoc społeczna po pożarze

Organizator zbiórki:
Wioletta i Józef Markowscy, 62 lata
Wołów, dolnośląskie
Pomoc społeczna, oparzenia I i II stopnia
Rozpoczęcie: 27 listopada 2024
Zakończenie: 1 marca 2026

Opis zbiórki

To wszystko działo się tak szybko… 16 listopada o 4 nad ranem obudził mnie trzask. Nie czekając ani chwili, wybiegliśmy z mężem z domu i zobaczyliśmy gigantyczne płomienie. Nigdy wcześniej nie widziałam pożaru, a to, co zobaczyłam wtedy, było istnym PIEKŁEM!

Płomienie sięgały dachu, a mąż próbował wyciągnąć węże ogrodowe. Niestety mu się nie udało, co gorsza został poparzony! Nie wiedziałam, jak rozwinie się ten dramat, więc od razu wezwałam straż, pobiegłam do domu i zabrałam najważniejsze rzeczy: leki, dokumenty i ubrania. 

Próbowaliśmy otworzyć garaż, żeby wyciągnąć samochód, ale w międzyczasie doszło do zwarcia instalacji elektrycznej. Drzwi się zablokowały! Na szczęście udało się je otworzyć ręcznie, ale musieliśmy jeszcze odblokować bramę. Mąż z całych sił ją ciągnął i w końcu mogliśmy wyprowadzić auto.

Wioletta Markowska

Niedługo potem przyjechali strażacy i zaczęli gasić, ale płomienie były już na poddaszu. Ze łzami w oczach patrzyłam, jak mój ukochany dom, bezpieczna przystań, miejsce spotkań i wielu wspomnień, znikał w płomieniach…

Co gorsza, obrażenia mojego męża okazały się na tyle poważne, że musiała go zabrać karetka. Miał rozległe oparzenia drugiego stopnia rąk, ramion i nóg. Na szczęście teraz czuje się już lepiej, ale ślady po pożarze są widoczne do dziś. 

Wioletta Markowska

Nie wiadomo, co było przyczyną tragedii. W czasie pożaru spaliła się część więźby dachowej, membrany i powłoka blachodachówki. Spłonęły rynny, podbitka okna, ocieplenie budynku, a sufit łazienki został zalany…

Nasi sąsiedzi i dobrzy ludzie z pracy męża pomogli w sprzątaniu zgliszczy. Na szczęście część domu jest zdatna do użytku i to tam teraz mieszkamy. Musimy jednak przeprowadzić poważny remont. W dodatku liczy się czas. Istnieje bardzo duże ryzyko, że silne podmuchy wiatru doprowadzą do zawalenia się dachu…

Nie jest łatwo prosić o pomoc, ale bez niej nie damy sobie z mężem rady. Chcielibyśmy przeprowadzić remont jak najszybciej, jeszcze przed zimą. Niestety, nie mamy wystarczających środków. Całe życie starałam się pomagać innym jako pielęgniarka, być dla drugiego człowieka i nigdy nie odwracać wzroku. Dziś sama proszę: nie odwracajcie wzroku i wesprzyjcie nas!

Wioletta

Wybierz zakładkę
Sortuj według